Durszlak.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Wrzeciono z Dargosławia.

  Od pani Lidii Ordysińskiej spod szczecińskiego Wołczkowa dowiedziałem się o sklepiku z regionalnymi smakołykami, jaki powstał na Słonecznym (to taka dzielnica-sypialnia Szczecina). Jadąc do Ziemianina wstąpiłem do sklepu aby przepatrzyć czym tam handlują. No i cóż tam było, oczywiście kiełbasa Lisiecka, kilka dojrzałych z Wiżajn, trochę wiejsko wyglądających szynek, a po środku leżała sobie bryła sera w kształcie wrzeciona. Takiego sera jeszcze nie widziałem. Kupiłem połowę, i spytałem kto to robi.
- Taki pan spod Świnoujścia – padła odpowiedź. Co mnie nawet ucieszyło, bo na ziemiach odzyskanych wciąż trudno o dojrzałe sery, a ten prezentował się zachęcająco, choć dopiero aspirował do dojrzałych.
- a dostałbym adres? – tu pani wpadła w lekki popłoch, pewnie gorączkowo zastanawiała się czy jestem z kontroli czy tylko z konkurencji. Oto co z człowieka robią relacje z porannych nalotów CBA.
- eee, nie wiem, on przywozi nam jajka – prawie jakby na temat odpowiedziała pani za ladą, wskazując dziesięciopak jajek.
- to poproszę te jajka i połowę sera – znalazłem rozwiązanie, dostrzegając na opakowaniu banderolę z adresem.



    Pan okazał się spod Kołobrzegu, a nie Świnoujścia, ale i tak dobrze. Wieś Dargosław. Potem odwiedziłem sobie ich stronę internetową (mają, a co! ale jako producenci jaj), w każdym bądź razie zaznaczyłem ich sobie na swojej serowej mapie. Blisko krajowej „6”, którą bywa że jeżdżę do Szczecina.
    Ser, lekko owędzany, wyraźnie żółty, z dużą ilością grubo posiekanego świeżego lubczyku, słabo odciśnięty, przez co dość mokry i zawierający dużo dziurek nierównej wielkości i nieregularnego kształtu, więc raczej nie z dojrzewania. Smak okazał się mało słony, powiedziałbym nawet bezpłciowy, a lubczyk absolutnie zdominował smak sera. Dziwny eksperyment, oceniłem wstępnie. Kiedy tydzień później ponownie byłem w Szczecinie, ponownie zajrzałem do sklepu Zagroda, i tym razem był taki sam ser, ale bez dodatku lubczyku. Wziąłem połówkę, aby zobaczyć jak to naprawdę jest z tym serem. Ile mu krzywdy ten lubczyk wyrządził. I to był dobry pomysł. Ser bez lubczyku wyraźnie zyskał, robiony z dobrego tłustego mleka, świetnie dojrzewał. Dziś wiem, że mleko pochodzi od krów rasy polska czerwona, a to gwarantuje wysoką tłuszczowość i białkowość. A na dodatek, państwo Pilchowie, mają swoją metodę skarmiania zwierząt. Świetny materiał takie mleko, ser ma niezły potencjał dojrzewania, wędzenie odbywa się w ścisłej osłonce z gazy, spiętej wędzarniczą siatką, co nadaje serowi rasowy wygląd. Słabe odciskanie predysponuje ser do szybszego spożycia, choć dojrzewanie go przez kilka miesięcy daje swoje efekty.



    Kiedy w styczniu zaplanowałem degustację w Szczecinie postanowiłem pokazać szczeciniakom ich regionalny ser. Zadzwoniłem do państwa Pilchów, umówiłem się, i w końcu dojechałem. Spotkałem niesamowitych ludzi, prawdziwych bożych wariatów. Hodują te kurki, sami robią paszę, z tego żyją, ale pasja do dobrego jedzenia tak ich rozpiera. Pani Elżbieta robi sery, a pan Wojciech wędliny, smalce, pyszne kiszone ogórki, i kto wie, co jeszcze.



    Próbowałem u nich wtedy genialnego twarogu, a także miałem okazję spróbować innych niż wcześniej serów, jak choćby 8 miesięcznego, czy ponad rocznego już suszonego. Kupiłem kilka wrzecion aby je pokazać w Szczecinie i Łodzi. Jeszcze mam maleńki zapasik w domu. Wrzeciona po odwinięciu z płótna i siatki ukazują delikatną słomkową skórkę i kremowo żółty miąższ. Ser długo zachowuje wilgotność i świeżość, pachnie serownią z dalekim aromatem wędzenia. Smakuje delikatnie, świeżo, zmieszaną nutą kwaśną i słoną. Rozsmarowuje się na podniebieniu pobudzając obficie ślinianki.

  Wrzeciona ważą kilogram z maleńkim naddatkiem, mierzą 26-28cm. najlepsze są 4-tygodniowe.

piątek, 26 lutego 2010, odkrywca_serow

Komentarze
2010/04/20 23:44:58
Bardzo ciekawy blog! Gratuluję pasji. PS. Dziękuję za namiary na szczeciński sklep - bardzo się przydadzą. Pozdrawiam
-
2010/05/29 12:36:39
przepiękną drogą kroczysz Bracie, może kiedyś pojęcie polskie sery wypełni się smakowitą treścią, dzisiaj jesteś trochę jak poszukiwacz życia na Marsie, ale tak trzeba. Jestem z Krakowa, słyszałem od ciotki, że jeszcze w biednych powojennych czasach suszono na wsiach na słońcu twarogi. Niestety nie wyrosła z tego kultura galicyjskich suszonych twarogów a przecież szkoda... pozdrawiam ciepło