Nie wiem kiedy zleciał dwa jedenasty, wiem tylko, że dla mnie był to pracowity rok. I choć tego nie widać po blogowych wpisach, to w temacie zagrodowych, równie wiele się działo.
Moi drodzy, zabrałem się nawet za podsumowanie, ale powalony ogromem zaległości, w połowie pisania (żeby tam połowy!) stwierdziłem, że tematu nie wyczerpię, a nawet nie przedstawię, więc zrobię to w odcinkach. Dzisiaj dwa pierwsze odcinki.

Patrząc w tył.
Zleciało I.
Pisało się, nie pisało się, pokazywało się.
Rok ubiegły rozpoczął się tekstem o serach z Wiżajn w Magazynie Kuchnia. Donosiłem o tym w marcu teraz tylko przypominam. Zaraz potem zasiadłem nad tekstem do Malemena. Te krótkie wzmianki napisałem intuicyjnie wyczuwając oczekiwania pani edytorki, z lekka sterowany sugestiami Kai Burakiewicz, mojego dobrego ducha w redakcji. Efekt zaskoczył nawet mnie. Pewnie wiecie jak trudno jest napisać krótki tekst, a tu taka niespodzianka. Niestety, niczym więcej własnego pióra nie mogę się pochwalić. Mimo buńczucznych zapowiedzi, nie udało mi się wydać Przewodnika po serach zagrodowych. Napisałem sporo, ale utknąłem w tym co najtrudniejsze, w weryfikacji danych, w skracaniu notek …i trochę z braku czasu.
Z rzeczy drukiem, ukazał się dobry tekst w „Palce lizać” autorstwa Darka Strucińskiego, do którego poszły moje zdjęcia serów. Miejmy nadzieję, że romans z „Palce lizać” rozwinie się dalej.
Zawsze ubolewam, że wiele osób zna sery zagrodowe lecz tylko o nich czytało, gorzej z obcowaniem czyli smakowaniem. Zdarzy się oscypek, choć niekoniecznie oryginalny, zdarzy się koryciński choć nie najlepszej jakości, zdarzy się (i całe wasze szczęście) coś z Frontiery, bo Rusłan wkłada wiele wysiłku, by dotrzeć na wszystkie uznane jarmarki, festiwale, święta itp. Jest też kilku wytwórców, którzy są mobilni ponadregionalnie, jak choćby Mariusz Purgał ze swoimi klasztornymi, czy niezrównana Bożena Sokołowska z łomnickimi. Oczywiście (wierzę w to), odwiedzacie swoje lokalne festyny, znajdujecie tam tych, którzy ze swoimi serami nie wybierają się w daleką drogę. Kosztujecie ich wyrobów, bierzecie namiary, pukacie, dzwonicie, mailujecie po kolejne sery. W to też wierzę. Ale prócz aktu wiary, próbuję też organizować w różnych formach możliwość spotkania się smakoszy z serami, bo nie ma to jak smakowanie.

W łódzkim convivum wraz z Ziemianinem. (fot.A.Owczarek)
Dość regularnie, co nie oznacza że często, spotykam się ze smakoszami łódzkiego convivum Slow Foodu, w restauracji Piotrkowska 97, jeszcze częściej udaje mi się być w bydgoskim DaKaWo. Z warszawskim convivum zrobiliśmy wraz z Maćkiem Zasławskim Akcję Bezpośrednią w Piątej Ćwiartce. Wielce udaną, bo dwa później sery zagrodowe miały okazję, po raz pierwszy zaistnieć w telewizji, czyli w „Kawie czy herbacie”. Wraz z Agnieszką Kręglicką pokazaliśmy je i powiedzieliśmy kilka słów o naszych pieszczochach. Maciek Nowak też nie raz wspomniał w DDTVN o serach. W późniejszym terminie wspomnę o Lidzbarku i Łodzi. Bo Festiwal „Czas dobrego sera” i „Natura Food”, warte są więcej niż jedno zdanie. A tam również pokazywałem sery na zamkniętych degustacjach. Bardzo miło wspominam kulinarny panel Malemena, gdzie pojawiłem się z koszykiem serów i zrobiłem dziką degustację prawie spod lady. Miło było spotkać oddanych fanów zagrodowych, jak Tomek Prange-Barczyński, Kasia Lutkiewicz, obie Minty, Ola Lazar, Pascal Brodnicki, Wojtek Amaro, Grzesiu Łapanowski… ich znajomi i znajomi znajomych.

Sławny koszyk dobroci. (fot.M.Minta)
W listopadzie wybrałem się z serami, aby uświetnić premierę kolejnego wydawnictwa pod wodzą profesora Dumanowskiego, a chodzi o nowy tom z cyklu Monumenta Poloniale Culinaria – „Moda bardzo dobra smażenia różnych konfektów…”. Sery cieszyły się takim powodzeniem i zainteresowaniem, że w pewnym momencie zrobiło mi się nieswojo, że przyćmią główny powód spotkania.
Zleciało II.
Polskie pół roku prezydencji.
Było kilka ważnych wydarzeń w światku serów zagrodowych. Chociażby wyraźna obecność na unijnych stołach, szpaltach i salonach. Trzeba przyznać, że pół roku naszej prezydencji sery wykorzystały najlepiej pośród wszystkich produktów. Wspaniała reprezentacja podczas roboczego Szczytu Partnerstwa Wschodniego. Sery spod rąk; Bożeny Sokołowskiej, Sylwii Szlandrowicz, Basi Żeliszczak, Krystyny Łukaszuk, Marka Grądzkiego, Sylwka Wańczyka, Jędrka Stocha, zadziwiały formami i smakiem wielu premierów, ministrów, urzędników i dziennikarzy. Bo co ważne, za deskami pełnymi serów, szła dobra informacja o producentach i ich wyrobach. To wielka zasługa Joanny Skoczek z Kancelarii Premiera i Adama Chrząstowskiego, Głównego Konsultanta Kulinarnego podczas naszej prezydencji. Zaraz potem w Kancelarii Premiera odbyło się spotkanie z producentami regionalnymi. Po co i dlaczego i że nic z tego nie wynikło napiszę już osobno. W każdym bądź razie spójrzcie na zdjęciu to co za plecami premiera. Wszędzie sery.

Briefing u Premiera. (fot. archiwum Kancelaria Premiera)


Sery na Szczycie. (fot. archiwum Kancelaria Premiera)
Wszyscy bez wyjątku serowarzy komplementowali Adama Chrząstowskiego, że fachowiec, że nie odstępował ich na krok, bardzo pomagając w tak prozaicznych sprawach choćby jak transport, ulokowanie czy podobne sprawy. To człowiek bardzo oddany serom, wielki przyjaciel serowarów. W jego restauracji zawsze można zamówić wyśmienitą deskę polskich serów, i co najważniejsze, obsługa świetnie potrafi opowiedzieć o tym co przed nami ląduje na talerzu. Miałem okazję pracować z jednym z fotografów akredytowanych na szczyt unijny i opowiadał mi, jak bardzo byli wszyscy zdziwieni stołem pełnym serów z Polski. Ale jeszcze bardziej twarze się im wydłużały a gały wyłaziły, kiedy ich spróbowali. Nie muszę dodawać, że gdy tego słuchałem, rozpierała mnie duma. Niejednokrotnie też Adam wymieniał z imienia i nazwiska sery w udzielanych wywiadach. I to było piękne, inne produkty były prawie anonimowe, dziczyzna, wiadomo z lasu, maliny, perliczki, sandacz, cielęcina, a sery wręcz odwrotnie, sławiły miejscowość i serowara.
Pokłosiem spotkania u premiera jest tworzące się właśnie Stowarzyszenie Serowarów Rodzinnych. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej przybierze postać dokonaną.